Od dawna zastanawiałam się, skąd wzięło się słowo kamień węgielny. Czy pod fundamentami wznoszonej budowli wkopywano kawał węgla? Bynajmniej. "Węgielny" nie pochodzi od słowa "węgiel" (wtedy byłby „węglowy”), a "węgieł" - co oznacza narożnik budowli, zetknięcie ścian budynku. Ponieważ budynki na planie prostokąta wznoszono, zaczynając od narożników, stąd właśnie wziął się kamień węgielny. Od węgłów. Dopiero potem wyrażenie nazwało znaczenia przenośnego.
Z uwagi na jeden z głównych wyuczonych zawodów i zainteresowania, tematy górnictwa są mi trochę bliskie. Dlatego tym bardziej wyobrażenie bryły węgla wkopywanej pod budynek od dłuższego czasu zaprzątało mi wyobraźnię („po co”, „co za dziwny symbol”, „przecież to absurdalne”).
Narożnikami budowy tego bloga są założenia. Po ich poznaniu będzie Wam łatwiej go czytać - gdy już będziecie wiedzieli, o co chodzi, po co powstał, skąd wzięła się nazwa oraz czego możecie się tu spodziewać, a czego wcale.
Niewidzialna Stacja Narciarska to Sucha Dolina w Piwnicznej (współrzędne: 49.4151000, 20.637023). Jest niewidzialna, bo już nie istnieje - nad czym zresztą mocno ubolewam. Niskobudżetowe, zajawkowe, lokalne narciarstwo jako styl życia i miła, zimowa rozrywka dobrze obrazuje nienachalną energię zawartych tu treści. Stąd tytuł.
Założenia bloga - w skrócie:
- tematyka: niskobudżetowe i/lub darmowe sposoby spędzania wolnego czasu (np. jazda
na deskorolce, lokalna turystyka, DIY, rysowanie); wyprawy na miejscówki i sposoby na tańsze ogarnięcie zwyczajowo drogich hobby (np. jazda na nartach, jazda na snowboardzie, tenis, malowanie); publicystyka;
- jeśli już o publicystyce mowa: rozkminy, własne myślenie zamiast artykułów przeglądowych i tekstów najeżonych cytatami; zero felietonów pisanych z góry, ex cathedra;
- chcę pokazać zjawiska, przemyślenia, treści, a nie siebie; to nie jest "HEJ, SPÓJRZCIE NA MNIE!", tylko "zobaczcie, to jest ciekawe!";
- staram się nie stać tym, z czym sama walczę, a raczej czemu się sprzeciwiam czy od czego się odcinam (bo chyba nie chcę wybierać walki); jest to trudne, ale możliwe; dowodem na to będą teksty tutaj;
- zero nastawienia "hehe, ludzie są głupsi, ja jestem mądrzejsza, bo przeszłam długą drogę"; brak poglądów typu: "aby tworzyć, żyć czy funkcjonować musisz zrobić drogie kursy, przejść kosztowne terapie i zbierać wiedzę fragmentaryczną z insta od kilkunastu lub kilkudziesięciu różnych twórców";
- podejmowanie trudnych tematów, np. jakie zagrożenia sprowadza na nas monetyzowanie relacji międzyludzkich; dlaczego koncepcja wielu biznesów online to lustra spoglądające prosto w zwierciadło lub taki marketing wielopoziomowy, tylko na miarę XXI wieku; dlaczego nadmiar psychoterapii może być szkodliwy (nawet, gdy nie dochodzi na niej do nadużyć); jak zerwać z nietypowymi uzależnieniami behawioralnymi
(np. z uzależnieniem od kupowania płatnej psychoterapii/treści psychologicznych/webinarów); dlaczego portale rekrutacyjne często są pułapką; jak dać sobie radę, gdy Twoje ciężkie przeżycia (z dorosłości!) są tak dziwne, że prawie nikt Ci nie wierzy;
- ideologie są szkodliwe; nie uznaję żadnego pakietu światopoglądowego; wolę używać mózgu;
- rozum i uczucia nie są ze sobą sprzeczne;
- szpanowanie "wrażliwością" czy czymkolwiek innym nie ma sensu; po prostu bądźmy, nie musimy szukać etykiet;
- jestem człowiekiem, a nie - marką osobistą; blog nie jest moim portfolio; mam zwykłą pracę, którą zresztą uwielbiam, a karierę wolę robić poza życiem zawodowym (w graffiti, poezji i malowaniu obrazów), dzięki temu jestem bardzo szczęśliwa; jednocześnie szanuję, że inni mają inaczej i wcale nie uważam mojego poglądu za lepszy ani gorszy od odmiennych opcji;
- AI używam wyłącznie w celach informatycznych; zostawmy komputerom to, co komputerowe a sami weźmy resztę;
- nie monetyzuję treści na blogu; jeśli wrzucę link np. do sprzedaży tomika poezji, to nie dlatego, że traktuję blog jako formę marketingu, tylko raczej po to, aby wiersze w ogóle mogły ujrzeć światło dzienne i być dostępne dla każdego, kto chce je przeczytać;
- mam wyłożone na wszelkie lejki sprzedażowe, hooki ("haczyki"), newslettery (nowościolisty), promocje w stylu "kup taniej bo później będzie drożej, ceny kończące się na "9" lub "99", wszelkie działania w stylu "trwa akcja sprzedażowa, kup zanim się skończy"; powyższe zjawiska wywołują u mnie reakcję wisceralną, czemu niestety otwarcie daję wyraz w moich wpisach, co może brzmieć bezwzględnie i stanowczo, ale staram się, by komunikat był w miarę wyważony; nie dlatego, że czuję się lepsza, nie dlatego, że chcę kogoś wyśmiewać czy potępiać, lecz po prostu chcę wyrazić określony pogląd;
- szacunek dla Odbiorców: wiem, że wiele wypowiedzi może zabrzmieć chamsko, dlatego staram się ukazać cały obraz i odpowiedni kontekst. Moim celem nie jest obrażanie kogokolwiek, wywyższanie się ani próby zaliczania siebie do jakiejś grupy dla wtajemniczonych; nie będzie tu żadnych dedykacji, szpanowania tym, kogo znam (najwyżej polecanie niektórych artystów, abyście również mieli możliwość poznać ich twórczość), jakich mam przyjaciół, ulubionych czytelników, wyróżniania kogokolwiek; zawsze mnie to bolało
u innych, zwłaszcza, gdy byłam lekko aspołecznym (nie z własnej woli), ukrytym, mało zsocjalizowanym młodym człowiekiem;
- jeszcze silniejszą reakcję wisceralną, niż wyżej opisane zjawiska, wywołuje we mnie wszechobecne zjawisko monetyzowania relacji międzyludzkich. Na blogu nie będzie monetyzacji. Swoją główną pracą zarabiam na życie oraz poduszkę finansową i niechaj tak pozostanie. Moja druga praca zarabia na kursy zawodowe. Trzecia praca zarabia na graffiti, downhill, zimowe treningi, części do sprzętu sportowego, skromne narzędzia serwisowe i moje tanie przybory plastyczne. 10% swojego czasu poświęcam na działania non-profit/pro bono. Jeśli idę na wolontariat, to wybieram taki, o jaki nikt nie walczy (archiwistyka, stawanie z chorągiewką i gwizdkiem przy trasie zawodów + zbieranie wywróconych, znakowanie tras, inwentaryzacje eksponatów, wieszanie taśmy…), aby nie musieć z nikim rywalizować. Rywalizację toleruję wyłącznie podczas zawodów sportowych. W dodatku wyłącznie fair play oraz z dystansem. Jednocześnie...
- nie sprzeciwiam się formom finansowego wspierania twórców, wręcz przeciwnie! Oddolne media są BARDZO ważne. Treści bez AI są na wagę złota.
Co więcej, sama rozważałam pisanie artykułów po angielsku na Medium (nadal bym chciała...), tylko bardzo zniechęca mnie marketing tego portalu (nasycony presją sprzedażową), co jest jaskrawo sprzeczne z moją filozofią działania. Wszelkie przejawy marketingowego nacisku sprawiają, że wzdragam się jak Jezus z Bojry na słynnym odnowionym portrecie. Uważam, że wspieranie wartościowych treści poprzez BuyCoffe, Suppi, Naffy czy wykupiony abonament (sama prenumeruję "Pismo. Magazyn opinii" w wersji cyfrowej i audio, bo lubię mieć gazetę
do słuchania oraz sporadycznie wspieram facebookowe bloga Planeta Aspie) może mieć sens, zwłaszcza w przypadku osób, które zostały wypchnięte
z rynku pracy przez jego obecnie bezsensowne i nielogiczne zasady, ALE...
- w dzisiejszym świecie zaszło to za daleko. Na tyle daleko, że stało się niestrawne. Gdziekolwiek spojrzymy, ktoś chce naszego hajsu, naszego czasu, naszej uwagi.
Aż się odechciewa. Wszystkiego.
- czasami piszę w artykułach w formie pierwszoosobowej "uważam, że...", "śmiem twierdzić", "z doświadczenia wiem, że..." gdy wyrażam stricte subiektywny pogląd; w liczbie mnogiej "tak mamy", "wielu z nas ma podobnie" piszę, gdy wiem o jakimś zjawisku czy opinii, że dotyczy to nie tylko mnie; natomiast pisząc "ludzie tak mają, że..." nie wyrażam poczucia wyższości/inności/oddzielności, tylko raczej "to już poza mną", "odcinam się od tego", "nie zgadzam się z tym", "wolę żyć poza tym".
Gdy będę już miała nieco więcej czasu oraz możliwości sprzętowych, założę bloga na własnym serwerze, korzystając z CMS (content management system - system zarządzania treścią) Publii. Przez rok będę prowadzić eksperyment, którego celem będzie napisanie książki "Poradnik pozytywnego buntu" o tym, jak ominąć technofeudalizm, nic przy tym nie tracąc;
Lubię low code, low tech, open source, DIY, fizykę w wersji zrozumiałej oraz interesującej (bez obrazków fizyka nie ma sensu, same wzory czy historie odkryć fizyków są o kant budynku potłuc...), bycie humanistą bez przeintelektualizowania, pracę fizyczną i te wszystkie normalne czynności, które umożliwiają cieszenie się życiem. Pojawi się tutaj też sporo humoru lingwistycznego, być może brzmiącego lekko przypałowo.
Pozostańcie tuningowani!
Moja jedyna skuteczna terapia była na NFZ. Inne były wujowe, i też były na NFZ. Mam nadzieję, że się liczy. xD
OdpowiedzUsuńZostawiam komentarz i życzę powodzenia z blogiem.
Oczywiście, że się liczy. xD Dziękuję. Mam sporą listę ciekawych tematów. Powoli, na spokojnie, i będzie dobrze.
Usuń